W Motywacja

Moje największe marzenie

Miałam różne marzenia. Chciałam być Pocahontas, architektem, prawnikiem i ninja. Mieć niebieskie oczy, stadninę koni i chłopaka blondyna. Podróżować jak Cejrowski, mieszkać na Bali i dołączyć do „Lekarze bez granic”. Miałam sto pomysłów na minutę i wierzyłam, że każdy z nich można spełnić. Strzelałam z łuku, rysowałam projekty domów, zdobyłam niebieski pas w Aikido, jeździłam konno, przeczytałam wszystkie książki Cejrowskiego i uczyłam się hiszpańskiego. Z tym blondynem co prawda się nie udało, ale przecież miłość jest ślepa.

Od zawsze wierzyłam, że wszystko da się zrobić. Często zajmuje to mnóstwo czasu i wymaga ogromnej wytrwałości, ale czy to wystarczające powody by rezygnować? Warto mieć marzenia, mieć do czego dążyć. To nadaje sens codziennemu życiu. Gdybym nie wierzyła, że mogę osiągnąć co tylko zapragnę nie chciałoby mi się zrywać o 6 rano, po zaledwie kilku godzinach snu, z przerwami na karmienie dziecka. Pędzić na zajęcia do szpitala, potem jak najszybciej do domu, gotować obiad, bawić dzieci, a wieczorem gdy pójdą spać, zamiast odpocząć, do późna się uczyć. Padłabym po jednym takim dniu. Wszystko mamy w głowie, więc nie psujmy sobie życia czarnymi myślami. Wierzmy, że wszystko da się osiągnąć. Mnie nauczyli tego rodzice. Bądźmy optymistami. Tego wciąż uczy mnie mąż.

Spełnianie marzeń często wymaga ogromnych wyrzeczeń, tony pracy i wielu łez. Nic nie przychodzi samo. Najczęściej jednak wszystkie trudności są tylko chwilowe, a zwykle po gorszym dniu jest lepiej. Trafiając na przeszkody można albo się poddać albo próbować i próbować, wciąż i do skutku. Jak mówią, zdobądź to czego chcesz albo umrzyj próbując.

Moim największym marzeniem jest to by już zawsze mieć marzenia. Nie zestarzeć się w smutku, lecz stale myśleć o szczytach, które jeszcze przede mną. Wiem, że życie weryfikuje marzenia. Zgadzam się, ale niech to sprawi, że nasze cele się zmienią, a nie zniknął.

Ten wpis nie zawiera wiedzy medycznej, ale może niektórym z was przyniesie odrobinę motywacji na ten czekający nas, pełen wyzwań, tydzień. Pamiętajcie, że bardzo dużo zależy od naszej wiary w nas samych, zatem głowy do góry!

A jakie są twoje marzenia? Realizujesz je czy czekasz na lepszy moment? 😉

Jeśli spodobał Ci się mój wpis i chcesz dostawać powiadomienia o kolejnych, kliknij

żeby obserwować mnie na Facebooku.

Poprzedni wpisJestem w ciąży?
Następny wpisRęce do góry!
  • Wiktoria

    Na “Lekarzy bez Granic” jeszcze nie jest za pozno! 😀
    “Powinnienes byc tam gdzie twoja najwieksza pasja spotyka sie z najwieksza potrzeba swiata”…
    Pozdrawiam i wszytskiego dobrego!

    • NIE ANIELICA

      Bez granic, dzieci bezgranicznie by tęskniły…

    • To marzenie się zmieniło od kiedy mam dzieci ❤

  • żetka

    Dzięki wielkie za ten wpis! 🙂 potrzebowałam takiego “kopa” po całym ciężkim dniu 🙂 Co do marzeń, to nieustannie stawiam sobie nowe cele i wytrwale dążę do nich, choć tak jak piszesz, okupione jest to zazwyczaj masą wyrzeczeń i pracy. Ale WARTO 🙂

  • xxxzosia1

    Dziękuję Kochana za ten wpis. 😘😊 trzeba walczyc o swoje marzenia i dazyc do ich spelniania! Obecnie moim największym marzeniem jest przytulic w koncu moja mala coreczke.

  • Pingback: Świąteczne porządki – Mama i stetoskop()

  • Rose

    Kolejny świetny post ! Podając przykłady z życia wzięte, motywujesz i zachęcasz do działania 🙂 Nie czytam dużo blogów w sumie to Twój jest 2, nie łatwo mnie zainteresować 🙂 Nie jestem mama ale podobnie jak Ty żyję na 100%. W dzisiejszych czasach trudno spotkać autentyczne, szczere wypowiedzi 🙂