W Mama

Nie jestem dobrą matką

Nie spędzam z dziećmi całych dni, nie prowadzam dwulatka na naukę języków obcych, a mojemu młodszemu synkowi nie gotuję zupek, tylko kupuję słoiczki. Nie korzystam z wielorazowych pieluch, które trzeba by było prać, nie przygotowuję dwudaniowych obiadów z deserem ani świeżych soków do śniadania. Nie robię tego, bo nie mam na to czasu. Rano wolę szybko zmienić zwykłego pampersa, a na śniadanie zrobić kanapki, bo często mam tylko godzinę do przyjścia niani i mojego wyjścia do szpitala. Po powrocie do domu zamiast stać przy garach wybieram spędzenie czasu z dziećmi, a moje menu obiadowe najczęściej ogranicza się do dań, które można przygotować w nie więcej niż 15 minut.

Zdecydowałam się pogodzić macierzyństwo ze studiami i muszę to robić kosztem „czegoś”. Właśnie dlatego napisałam ze nie jestem „dobrą” matką, taką która poświęca 100% siebie by zająć się dziećmi i zorganizować im czas. Korzystam z pomocy niani, a czasem z pomocy dziadków, bo tylko dzięki temu mogę dalej się rozwijać. Decydując się na tą podwójną rolę mamy-studentki musiałam ustalić sobie priorytety, dlatego popołudnie zamiast gotować dzieciom obiadki na następny dzień lub pucować podłogę wolę poświecić na zabawę i przytulanie, bo to jest według mnie ważniejsze. O tym, że jadł ze słoiczka nie będzie kiedyś pamiętał, a o tym że bawiliśmy się w zoo, zapasy, bitwę na poduszki i czytaliśmy razem książeczki mam nadzieje, że nigdy nie zapomni.

Jestem osobą stale zajęta, ale też wciąż odpoczywającą. Jak to możliwe? Wychodząc na uczelnie odpoczywam od dzieci, które czasem są niegrzeczne, często krzyczą, bałaganią i gdy jestem z nimi w domu nie dają mi spokoju dopóki nie pójdą spać. Miło jest wtedy, gdy pomalowana i uczesana nakładam fartuch i pije kawę na szpitalnym korytarzu w błogiej ciszy. Niestety studia medyczne to też sporo stresu, wymagające egzaminy, zaliczenia i nie zawsze mili pacjenci. Wracając do domu zupełnie o tym zapominam. Mój młodszy synek ma dopiero 8 miesięcy i ciągle chce być na rękach, a starszy, który ma 2 i pół roku wciąż potrzebuje zajęcia, żeby się nie nudzić. Każde moje popołudnie jest wspaniałym relaksem od medycyny. Chodzimy na spacery, bawimy się w chowanego i budujemy z klocków domy. Wtedy wiedząc, że następnego dnia znów na parę godzin będę musiała wyjść i zostawić ich pod opieką kogoś innego najbardziej doceniam ten czas i to że jestem mamą.

Nie zatraciłam się w macierzyństwie. Świadczy o tym to, że w dresie i niepomalowana chodzę tylko w weekendy, a na mojej szafce nocnej zawsze leży rozpoczęta książka, po którą sięgam gdy mam chociaż 10 minut wolnego. Myślę, że gdybym musiała ciągle siedzieć w domu nie byłabym tak zadowolona ze swojego życia jak jestem obecnie. Dzieci też by na tym wtedy nie skorzystały. Jak mówią szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci. Coś w tym jest.

Zostając mamą nie podporządkowałam dzieciom całego życia, nie zrezygnowałam z wymagających studiów, rozwoju i dbania o siebie. Często jestem zmęczona bo po nocach czytam medyczne podręczniki, mieszkanie nie jest posprzątane bo wolę ten czas przeznaczyć dzieciom, a na obiad jemy kupione pierogi, ale czy to ważne? Czuje się spełnioną kobieta, mamą i żoną. Jestem szczęśliwa i czuję, że moje dzieci i mąż również.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis i chcesz dostawać powiadomienia o kolejnych, kliknij

żeby obserwować mnie na Facebooku.

Poprzedni wpisO mnie
Następny wpisOddałaś już swoje serce?
  • NIE ANIELICA

    Czy aby trochę nie rozmieniasz się na drobne? Studia i dwoje dzieci… Zazdroszczę odwagi i trzymam kciuki, żevy jak najlepiej Ci szło, szczególnie w tej prywatnej swerze (zawodowa się jakoś sama poukłada).
    Ja pierwsze dziecko urodziłam zaraz po 6 roku, drugie na stażu, z dziećmi byłam po roku na każde i nie żałuję tego czasu ani trochę. Teraz robię rezydenturę z pediatrii i bardzo bym chciała mieć trzecie dziecko. Znowu przez rok byłabym mamą na pełen etat. A może na dłużej… Coś tam bym tylko dorobiła od czasu do czasu w poz lub npl.
    Wcześniej z dziećmi też coś dorabiałam, ale to zupełnie inna historia.
    Ja czasem mam potworne wyrzuty sumienia, że za dużo pracuję (dyżury, Poz). A mogłabym tak normalnie żyć, na etacie w markecie też byłaby rezydencka pensja przecież.
    A i lekarzem jestem nie do końca, bo widząc obce dzieci tęsknię za własnymi.

    • Dziękuję za komentarz 😊

    • Ewa Rose

      A czy mogłabyś rozwinąć kwestię urodzenia dziecka na stażu? Zastanawiałam się nad tym, czy któryś konkretny moment stażu jest najlepszy. Początek, środek, końcówka? Chcąc rozpocząć rezydenturę w grudniu/styczniu, fajnie byłoby jakoś ułożyć staż, aby go skończyć, ale z drugiej strony – posiedzieć jak najdłużej w domu z maluchem. Gdyby jeszcze dało się to tak wszystko zaplanować co do dnia… 😉 Ale akurat w moim przypadku ciąża na rezydenturze będzie się równała prawdopodobnie zwolnieniu lekarskiemu od “dwóch kresek” do końca (AiIT).

      • NIE ANIELICA

        Kodeks pracy stanowi, że umowa na czas określony musi być przedłużona do dnia porodu, jeśli przed jej wygaśnięciem jesteś w 10. Tyg ciąży (albo 12 teraz nie pamiętam). Ja z tego skożystałam, po zrobieniu staży cząstkowych byłam na L4, a z dniem porodu zostałam zwolniona i macierzyński dostałam z Zus. Było to o tylekożystne,że mogłam już wtedy wystąpić o Pwz.
        Z perspektywy czasu to źle robiłam pracując w ciąży. Nie ma się sensu narażać na infekcje.

  • Pamela Zwolińska

    Ja akurat strasznie chciałabym całe życie “siedzieć” w domu. Robię to od pół roku, ale wracam na studia od października. Mogę zabrzmieć jak kosmitka ale uwielbiam sprzątać w domu. Lubię robić zakupy, kocham wszelki diy. Lubię zajmować się dziećmi (teraz jednym). I mimo że nie robię takich “wielkich” rzeczy jak Ty to cały czas jestem czymś zajęta i sprawia mi to radość. Podziwiam oczywiście zaparcie, ale ja chciałabym być taką Hestią, boginią domowego ogniska 😉
    Piorę te pieluchy, ceruje skarpetki i pewnie będę gotować te marchewki.
    Dziele się tym bo to dość niepopularne podobnie z resztą tak jak robienie tylu rzeczy na raz co ty:3

  • Ola lola

    Idealne podejscie <3 chciałabym podchodzić do macierzyństwa tak jak Ty ale narazie mój 3 tygodniowy Synek zajmuje mi cały świat 🙂 ale nie narzekam bo jest wspaniały 🙂