Opalanie i wybór odpowiedniego kremu z filtrem

lek. Kasia Woźniak - -

Dermatologia, Lifestyle, Medycyna, Onkologia, Pediatria

Czy to prawda, że lepiej jest się opalić, bo daje to naturalne zabezpieczenie przed słońcem? Czy częste stosowanie kremów z filtrem szkodzi? Może istnieją dla nich jakieś naturalne zamienniki? W końcu, czy chowając się przed słońcem nie będziemy mieć niedoboru witaminy D? 

Odpowiedzi na te i wiele innych kontrowersyjnych pytań znajdziecie w artykule, który napisałyśmy wspólnie z lek. Agnieszką Kobylka-Dziki. Pracującą jako dermatolog w Niemczech i w wolnych chwilach prowadzącą profil @mama_dermatolog.

Jak powstaje opalenizna? 

Opalenizna, będąca synonimem brązowego zabarwienia skóry, niestety nadal jest modna. Efekt estetyczny brązowej skóry, kojarzony z większą atrakcyjnością, na którym szczególnie my kobiety się skupiamy, powinien ustąpić miejsca świadomości o negatywnych konsekwencjach zdrowotnych bycia opalonym. Nasz organizm, aby przeżyć, wykształcił wiele mechanizmów obronnych przed środowiskiem zewnętrznym. Obronnych, czyli chroniących przed szkodliwym czynnikiem jakim w tym wypadku jest promieniowanie UV. 

Opalenizna nie jest zdrowa, to efekt walki o przetrwanie twojego materiału genetycznego w komórkach skóry. 

Opalenizna, czyli nadmierne nagromadzenie pigmentu skórnego, melaniny w skórze, jest właśnie taką „tarczą” chroniącą komórki skóry w momencie zagrożenia. Dlatego od tej pory proszę kojarzyć opaloną skórę jako skórę, która podlegała zagrożeniu i „walcząc” musiała w procesie melanogenezy wyprodukować odpowiedni stopień ochrony. 

Melanocyty zlokalizowane w głębszych warstwach skóry, w sąsiedztwie komórek dzielących się, czyli tych, dzięki którym nasza skóra się regeneruje, mają dużo długich wypustek sięgających do powierzchni skóry i tworzących tzw. czapeczki ochronne nad naszym materiałem genetycznym. W odpowiedzi na promieniowanie UV wysyłają tymi „rękami” transportery (melanosomy) z eumelaniną o właściwościach fotoprotekcyjnych – nasze komórki wołają o pomoc, o ochronę. Melanina pochłania promieniowanie UV oraz neutralizuje wolne rodniki, które dodatkowo uszkadzają otoczenie. Zapytacie, skąd wolne rodniki? Tworzą się one pod wpływem słońca oraz w procesie melanogenezy jako efekt uboczny. Dodatkowo powstają wysoce szkodliwe związki chinonowe, które muszą zostać usunięte. Im jest ich więcej, tym gorzej dla nas. Widzicie, że produkcja obronna melaniny podczas opalania się, niesie ze sobą uszkodzenia. 

Skóra skórze nierówna. Ciemniejsze fototypy mają większe i bardziej produktywne melanocyty o melanosomach odpornych na rozkład enzymatyczny. W skórze jasnej melanosomy tworzą, ulegający szybkiemu zniszczeniu, pył. Dlatego osoby o jasnej karnacji nie mogą się opalić, a jedyny efekt jaki uzyskują to oparzenie. Taka skóra nie posiada naturalnych zdolności ochronnych. Fotoprotekcję musi zapewnić jej właściciel, czyli TY 😊 

Czy opalanie się jest zdrowe?

Eksponowanie niechronionej skóry na promieniowanie UV jest szkodliwe. Obecnie medycyna nie ma co do tego wątpliwości, a UVR zostało uznane jako jedyny, wystarczający czynnik nowotworowy. Słońce w obu zakresach – UVA i UVB powoduje niszczenie komórek skóry, włókien nadających jej formę i sprężystość oraz materiału genetycznego. Działa dodatkowo immunosupresyjnie, czyli hamuje nasz układ immunologiczny przed „naprawą”. Jednym słowem, atakuje z dwóch stron. Myśląc o promieniowaniu słonecznym, w największym stopniu zależy nam na wyeliminowaniu lub zminimalizowaniu ryzyka efektów długofalowych, jakimi są nowotwory skóry i przyspieszenie procesu starzenia się. Nowotwór rozwija się w wyniku wielokrotnych, powtarzających się zdarzeń. 

Jesteśmy młodzi, nasze dzieci są na początku życiowej drogi, nie dostrzeżemy szkodliwego działania promieniowania UV od razu. I to jest najbardziej w tym podstępne. Czerniak jest obecnie drugim najczęstszym nowotworem skóry u kobiet w wieku 15-29 lat. Dzieci, które nie są wystarczająco chronione przed oparzeniem słonecznym, które w tym wieku ze względu na cieńszą skórę, mniejszą ilość melaniny i duży zasób komórek dzielących się, czyli najbardziej podatnych na uszkodzenia, otrzymują „bagaż nowotworowy”, który może ulec samoistnemu rozpakowaniu w wieku dorosłym. Pamiętajmy, że im jaśniejszy fototyp skóry, tym większe indywidualne predyspozycje do oparzenia i wyższe ryzyko rozwoju nowotworu skóry. 

Czy kremy z filtrem są bezpieczne?

Ochrona przed słońcem to obecnie standard profilaktyki przeciwnowotworowej. Preparaty z filtrami ochronnymi stanowią jej wysoce skuteczną część. Obecnie nie ma doniesień o działaniu rakotwórczym składników w preparatach ochrony UV oraz, że ich stosowanie zagraża naszemu zdrowiu. Produkty cechują się minimalną szkodliwością w odniesieniu do możliwych efektów niepożądanych, które pamiętajmy, potencjalnie posiada każdy preparat leczniczy. 

Filtry dzielimy na chemiczne i mineralne. Te pierwsze wzbudzają najwięcej emocji, ponieważ penetrują w głębsze warstwy skóry i mogą ulegać wnikaniu do krwiobiegu. Na chwilę obecną jedyny potencjalny efekt ogólnoustrojowy to działanie estrogenowe 4–metylobenzylidenokamfory i oksybenzonu (strasznie trudne nazwy!), ale wykazują to wyniki badań prowadzonych jedynie na zwierzętach. Dodatkowo badania pokazują, że aby wywołać podobny efekt u człowieka, oksybenzon musiałby być stosowany CODZIENNIE przez okres 35 lat, co jest dość abstrakcyjną sytuacją. Substancja ta jest stosowana od 1978 roku i nie stwierdzono jak do tej pory negatywnego wpływu na gospodarkę estrogenową u ludzi. 

Filtry chemiczne działają dłużej, są bardziej fotostabilne, ale mogą podrażniać skórę. W odróżnieniu od filtrów mineralnych nie pozostawiają „bladej powłoki” na skórze po aplikacji. Ze względu na potencjalne ryzyko drażniące zaleca się je u dzieci po ukończeniu 2 roku życia. Wcześniej stosujemy filtry mineralne – dwutlenek tytanu i tlenek cynku, które pozostają na powierzchni skóry odbijając promieniowanie UV. Badania zaprzeczają przenikaniu i szkodliwości tych substancji dla naszego organizmu również w postaci nanocząsteczek. Każdy składnik aktywny wchodzący w skład kremu z filtrem jest poddawany odpowiednim standaryzowanym testom, na podstawie których określany jest stopień ochrony. 

Jednakże żaden filtr nie chroni w 100%. Aby zwiększyć stopień protekcji szukajmy w preparacie kombinacji filtrów chemicznych i fizycznych. U małych dzieci najlepiej aby były obecne dwa filtry mineralne. Wybierając krem ochronny zwracajmy uwagę na czynnik SPF, kombinacje obu rodzajów filtrów oraz zachowanie w środowisku wodnym. 

Jaki krem z filtrem wybrać? 

Nie istnieje krem z filtrem, który całkowicie chroni skórę przed słońcem. Bloker to tylko określenie potoczne, bo nawet krem który jest tak nazywany przepuszcza część promieniowanie UV. Kremy z filtrem stosujemy, aby czas przebywania na słońcu wydłużyć i móc np. na wakacjach kąpać się na słońcu w morzu, a nie po to, by móc się zdrowo opalać, bo żadne opalenizna nie jest zdrowa. Jeśli chcemy bezpiecznie spędzać czas na wakacjach na plaży, to warto wybrać krem z jak najwyższym wskaźnikiem SPF. 

SPF 20 oznacza, że u osoby stosującej kosmetyk o takim wskaźniku ochrony przeciwsłonecznej do oparzenia dojdzie po 20-krotnie dłuższym czasie niż bez zastosowania filtra, a po stosowaniu kremu z SPF 50 do oparzenia dojdzie po 50-krotnie dłuższym czasie na słońcu. 

To nieprawda, że SPF 50 to krem tylko dla dzieci. To krem dla wszystkich. Dla dzieci chcemy jak najlepiej i wybieramy dla nich krem z SPF 50, siebie chrońmy tak samo dobrze.

Jak prawidłowo stosować krem z filtrem?

Krem z filtrem powinniśmy stosować przed każdym wyjściem z domu i dodatkowo co 2 godziny oraz po każdej kąpieli w morzu czy basenie, nawet jeśli używany przez nas krem jest opisywany jako wodoodporny. To dlatego, że wycierając się ręcznikiem ścieramy z siebie ochronną warstwę.

Najczęstszy błąd popełniany podczas używania kremów z filtrem, to stosowanie zbyt małej ilości! Według producentów aby krem miał deklarowane na opakowaniu właściwości ochronne należy go użyć około 2 mg na 1 cm2 skóry, czyli skoro powierzchnia całej skóry to 1,5-2 m2, to na jedno smarowanie całego ciała powinniśmy zużyć około 30-40 g. Aby łatwiej to sobie wyobrazić stosuje się często przeliczenie na łyżeczki. Jedna łyżeczka kremu na twarz i dekolt, po jednej na każdą kończynę górną, po dwie na każdą kończynę dolną, dwie na plecy i dwie na przód klatki piersiowej.

Mało kto stosuje taką ilość kremu, a nakładając go mniej nie uzyskujemy ochrony jaka jest napisana na opakowaniu tylko np. zamiast 50 SPF, mamy zaledwie 10 SPF.

Brak właściwości ochronnych mają też kremy po upływie terminu ważności, nieprawidłowo przechowywane lub za długo otwarte. Jeśli została nam resztka kremu z ubiegłych wakacji to po roku czasu nadaje się już tylko do śmietnika.

Zdrowsza alternatywa dla osób które chcą mieć brązową skórę!

Samoopalacze i opalanie natryskowe imitują powstanie opalenizny, ale nie mają z nią nic wspólnego. Nie prowadzą do powstania melaniny, która nadaje skórze ciemniejszy odcień pod wpływem działania promieniowania UV, a działają poprzez reakcję chemiczną.

Dihydroksyaceton czyli DHA, który jest zawarty we wszystkich kosmetykach mających nadać skórze ciemniejszy odcień, czyli w samoopalaczach, balsamach brązujących, a także w preparatach do opalania natryskowego. 

Zabarwienie skóry pod wpływem różnego typu produktów z DHA jest skutkiem ubocznym reakcji chemicznej pomiędzy tym związkiem, a aminokwasami zawartymi w warstwie rogowej naskórka.

Zgodnie z aktualną wiedzą medyczną dihydroksyaceton jest bezpieczny, bo oddziaływuje tylko w zewnętrznej warstwie naskórka i nie wnika głębiej. Zdarzają się jednak reakcje alergiczne na dihydroksyaceton, więc nie jest to sposób dla wszystkich.

Solarium nie jest dobrą alternatywą dla opalania na słońcu ponieważ tak samo wykorzystuje promieniowanie UV, czyli tak samo może prowadzić do nowotworów skóry i przyspieszonego starzenia skóry.

Więcej informacji o sposobach na zdrową “opaleniznę”.

Leczenie promieniowaniem UV czyli kilka słów o terapii PUVA

W rozmowach z pacjentami spotykamy się z doświadczeniem poprawy wyglądu skóry oraz objawów chorobowych w kontekście łuszczycy, atopowego zapalenia skóry czy też trądziku po ekspozycji na słońce, szczególnie w okresie letnim. We wspomnianych schorzeniach znaczącą rolę odgrywa przewlekły stan zapalny powstający przy udziale naszego nadaktywnego układu immunologicznego. Promieniowanie UV działa immunosupresyjne, czyli hamuje składowe układu odpornościowego, a tym samym odcina czynnik sprawczy. Jest to jednak stan krótkotrwały. Szczególnie widać to w odniesieniu do objawów trądziku, kiedy to w czasie jesienno – zimowym, gdy natężenie słoneczne w naszej szerokości geograficznej jest znikome, objawy chorobowe wracają, a nawet ulegają zaostrzeniu. Zwróćmy również uwagę na zwiększone ryzyko powstania przebarwień pozapalnych na skórze uszkodzonej chorobowo i niechronionej przed słońcem. Zmiany barwnikowe są bardzo trudne do zlikwidowania. 

Fototerapia jest jedną z podstawowych metod leczenia ciężkiej postaci łuszczycy. W terapii PUVA gdzie są dodatkowo podawane leki uwrażliwiające skórę na światło, tzw. psoraleny, stosowane jest wiele schematów leczniczych dopasowanych przez lekarza pod kątem indywidualnych potrzeb leczniczych. Bardzo ważna jest kontrola dawki i liczby naświetlań w zależności od fototypu skóry. W ciągu życia powinno ich być mniej niż 200 ze względu na zwiększone ryzyko nowotworzenia. Takie leczenie, nawet pod ścisłym nadzorem lekarza nie pozostaje obojętne dla naszego zdrowia w kontekście ryzyka rozwoju raka, a co dopiero jeśli fundujemy sobie taką terapię sami, niekontrolowanie eksponując swoją chorą skórę na wysokie dawki promieniowania UV. 

Czy unikając słońca nie zabraknie nam witaminy D?

Około 80-100% potrzebnej człowiekowi witaminy D powstaje w skórze pod wpływem promieniowania UV. Brakującą ilość dostarczamy z pożywieniem (jeśli stosujemy zdrową i zbilansowaną dietę) lub ze sztucznej suplementacji.

Obliczono, że aby nasza synteza skórna była wystarczająca trzeba na słońcu spędzić, w okresie od maja do września, około 15 minut dziennie (to wskazania dla Polski, dla osób mieszkających np. w okolicach równika są one zupełnie inne, bo słońce pada tam pod innym kątem).  Jest to czas ekspozycji na słońce odsłoniętych przedramion i nóg, niezabezpieczonych kremem z filtrem, w godzinach pomiędzy 10:00, a 15:00. W przypadku innych godzin ekspozycji np. wieczornych lub w przypadku zabezpieczenia skóry kremem z filtrem czas ten się wydłuża, nie wiemy jednak dokładnie o ile. 

Żaden krem z filtrem nie blokuje 100% promieniowania, dlatego jadąc na wakacje nawet jeśli staramy się smarować skórę kremami z filtrem regularnie to i tak spędzając sporo czasu na plaży, czy podczas zwiedzania, nie unikniemy takiej ilości promieni UV, która wystarczy na wytworzenie dziennej porcji witaminy D. Nie da się jej wytworzyć “na zapas” i nawet wielogodzinne leżenie plackiem na plaży nie spowoduje, że uzbieramy witaminy D na całą zimę.W miesiącach jesienno-zimowych w naszej strefie klimatycznej ekspozycja na słońce nie wystarczy ze względu na inny kąt padania promieni słonecznych oraz brak odsłaniania wystarczającej ilości ciała, dlatego zimą musimy wspomagać się większą ilością witaminy D z pokarmów lub z apteki.

Więcej informacji we wpisie o witaminie D.

Naturalnie nie zawsze znaczy zdrowo! Nowy ruch w internecie czyli ANTY-FILTROWCY

W kontekście ochrony UV, szczególnie w odniesieniu do filtrów, tworzy się obecnie wiele mitów, które w dobie szerokiego dostępu do internetu rozchodzą się z prędkością światła. Najbardziej niebezpieczne jest to, że większość informacji opiera się na przesłankach, w których słowo „MOŻE” zasiewa w nas wątpliwość co do zasadności zaleceń medycznych. Filtrów należy używać i należy smarować nimi skórę naszych dzieci. Naturalnie lub eko nie zawsze znaczy zdrowo, czasem jest to po prostu dobry slogan marketingowy, a każdy produkt matki natury ma swoje indywidualne przeznaczenie. 

Oleje naturalne są wartościowe jeśli je spożywamy, ale nie chronią naszej skóry w wystarczającym stopniu! Ich czynnik SPF jest rzędu 4-10, ponadto podane wartości nie są efektem standaryzowanych badań. Pamiętajcie, że nawet filtr „wyprodukowany” nie chroni w 100%, jednak w tym przypadku jest to zdecydowanie lepszy wybór. Olej wchłania się całkowicie ze skóry, dlatego nie może działać barierowo. Podgrzewa się na słońcu i stanowi dodatkowe źródło oparzenia skóry. Karotenoidy zawarte w warzywach walczą z wolnymi rodnikami powstającymi cały czas w naszym organizmie. Regularne ich spożywanie przynosi korzyści zdrowotne, ale nie opierajmy się tylko na takich sposobach ochrony przed UV, bo to po prostu nie wystarczy. 

Myśląc o długofalowych efektach promieniowania UV w kontekście długiego życia bez nowotworu bądźmy odpowiedzialni i stosujmy standardy, które oferuje nam dzisiejsza medycyna. Wiedza i porada lekarska ma nam w tym pomóc. W dobie blogowania każdy może pisać o czym chce, szukajmy informacji na dany temat u specjalistów, również tutaj w sieci. 

Zalecamy być „filtrowcami”, którzy swoją ochronę uzupełniają o rozsądne korzystanie z promieni słonecznych w określonych porach dnia, stosowanie czapki i okularów przeciwsłonecznych, a NIE – olejami naturalnymi, które chociaż zdrowe, nie ochronią skóry. 

lek. Kasia Woźniak

Lekarz i młoda mama dwóch chłopców. Ciągle w biegu i z kubkiem kawy w ręce, szukająca życiowej równowagi pomiędzy tym co ważne i ważniejsze.

Poprzedni wpisLista rzeczy do wakacyjnej apteczki
Następny wpisJak leczyć gorączkę?