Mamo, nie zakrywaj wózka!

Kasia - -

Mama, Medycyna ratunkowa, Pediatria

Droga mamo, ja też kiedyś wychodziłam z noworodkiem na spacer. Gdy pierwszy raz wzięłam małego Antka na dwór miał tydzień. Bardzo się tym denerwowałam. Przecież to taki maluszek! Co zrobić żeby nie zmarzł, żeby nie świeciło na niego słońce i przypadkiem nie powiał wiatr? Co więcej, nie chciałam, żeby obcy ludzie pochylali się nad wózkiem. Jeszcze go czymś zarażą!

Mimo, że był wtedy ciepły wrześniowy dzień nałożyłam mu trzy warstwy ubrań, czapeczkę i na wszelki wypadek wzięłam jeszcze kocyk.

– Może by tak zasłonić budkę wózka? – przemknęło mi przez myśl, ale całe szczęście zrezygnowałam z tego pomysłu.

Kocyk się nie przydał, a po pierwszych minutach rozpięłam Antkowi sweterek i trochę luźniej zawiązałam czapeczkę. Co prawda kilka razy zaświeciło mu w oczy słońce i zawiał wiatr, ale nic się nie stało. Pewnie gdybym szczelnie nakryła budkę wózka udało by mi się tego uniknąć, ale zrobiłabym coś dużo gorszego. Swoją niepewnością w nowej roli mogłabym mojemu synkowi, zamiast stuprocentowej ochrony, zafundować prawdziwą saunę.

Zakrywając szczelnie wózek sprawiamy, że wewnątrz bardzo szybko wzrasta temperatura. To jak w zakrytej gondoli robi się duszno i nieprzyjemnie łatwo jest nam sobie wyobrazić. Tego jak czuje się wtedy dziecko już sobie nie wyobrażamy… A dlaczego nie? Małe dziecko to nie miniaturowa kopia dorosłego. Jego mechanizmy termoregulacji nie są wykształcone tak dobrze jak u dorosłej osoby. Szczególnie łatwo może dojść do przegrzania, a w jego konsekwencji nawet do udaru cieplnego. 

Udar cieplny nie jest spowodowany tym, że dziecko jest na dworze bez czapeczki. To nie promienie słońca padające na główkę go powodują. Powoduje go za wysoka temperatura otoczenia. Właśnie taka, jaka może być w szczelnie zakrytym wózku. Możemy zupełnie nieświadomie zrobić swojemu dziecku saunę na kółkach i doprowadzić do przegrzania jego małego organizmu, który z za wysoką temperaturą zwyczajnie nie potrafi sobie jeszcze radzić. 

Udar cieplny występuje gdy temperatura organizmu, na skutek zbyt wysokiej temperatury otoczenia, podnosi się do ponad 40 stopni Celsjusza. Szczególnie narażone są na niego małe dzieci i osoby starsze. Objawia się początkowo kurczami cieplnymi, pogorszonym samopoczuciem, póżniej min. bólem i zawrotami głowy, nudnościami, splątaniem, majaczeniem, drgawkami, a nawet śpiączką. W ten sposób przebiega udar cieplny (inaczej nazywany udarem słonecznym) u dorosłych. Jednak u dzieci te objawy są wręcz niemożliwe do wychwycenia. Poza tym u dzieci dzieje się to o wiele szybciej, a często nawet nie ma żadnych objawów alarmujących, że coś jest nie tak, a od razu pojawiają się drgawki i pełnoobjawowy udar cieplny.

Pierwszą pomocą w takim przypadku jest natychmiastowe przeniesienie przegrzanej osoby w chłodniejsze miejsca, zdjęcie wierzchniej warstwy ubrań, podawanie płynów do picia i wezwanie pogotowia. Tak samo postępujemy w przypadku dzieci. Możemy też chłodzić osobę nawilżając skórę letnią wodą. Nigdy nie możemy wkładać przegrzanej osoby do zimnej wody czy polewać jej wodą z lodówki! W ten sposób utrudniamy oddawanie ciepła z organizmu, bo doprowadzamy do skurczu powierzchownych naczyń krwionośnych.

Zaczęłam ten artykuł od mojej historii. Myślę, że każda mama ma podobną opowieść na swoim koncie. Początki nigdy nie są łatwe i musimy nabrać pewności w tej nowej roli. Jeśli jesteś mamą, która zakryła kiedyś wózek kocykiem, żeby dziecku nie świeciło w oczy, to nic. Wtedy nie byłaś tego świadoma, a teraz po prostu nie rób tego więcej.

Nie byłabym sobą gdybym przy okazji nie wplotła w tą opowieść kilku zasad udzielania pierwszej pomocy. Wiem, że nie jest to temat który pasjonuje ludzi, ale mam nadzieje, że tego akapitu nie pominęliście. Nawet jeśli nie macie dzieci, to macie rodziców czy dziadków, którzy na udar cieplny też mogą być narażeni. Zapamiętajcie i przekażcie znajomym co robić w takiej sytuacji.

Kasia

Lekarz i młoda mama dwóch chłopców. Ciągle w biegu i z kubkiem kawy w ręce, szukająca życiowej równowagi pomiędzy tym co ważne i ważniejsze.

Poprzedni wpisCo spakować do wakacyjnej apteczki?
Następny wpisWitamina D - lek na wszystko czy marketingowy bubel?