Moje 7 sposobów na wzmacnianie odporności

lek. Kasia Woźniak - -

Choroby zakaźne, Lifestyle, Mama, Medycyna

Mimo, że jestem lekarzem ten wpis nie będzie stricte medyczny. Nie będzie w nim odwołań do badań naukowych i do zaleceń ekspertów. Będą za to proste zwyczaje, które udało mi się wprowadzić do codzienności swojej i dzieci.

Postaram się, żeby ten wpis był uniwersalny dla dorosłych i dzieci, ponieważ “częste chorowanie” zdarza się w każdej grupie wiekowej.

1. Wchodząc do domu, pierwszą rzeczą jaką robię jest mycie rąk

Nie chodzi tu o życie w sterylnej czystości, bo przesada nigdy nie jest dobra. Chodzi o pozbycie się patogenów, które przynosimy na rękach do domu ze sklepu czy pracy. Ja, wiedząc, że w mojej pracy jest ich szczególnie dużo (szpital to siedlisko wirusów i bakterii) myję ręce zarówno przed wyjściem z pracy, jak i ponownie w domu, po powrocie. Co więcej staram się żeby było to dosyć długie mycie, a nie tylko spłukanie dłoni wodą. Czasem myję ręce prawie jak do operacji 😉

Tego samego zwyczaju udało mi się nauczyć dzieci. Co prawda nie myją ich jak chirurdzy przed zabiegiem, ale robią to wystarczająco dokładnie. Wiedzą, że mają na rączkach małe robaczki i trzeba je szybko wygonić ciepłą wodą z mydłem.

2. Jak to napisać żeby Was nie zniechęcić?

Jedzcie warzywa, bo są bardzo zdrowe, to mało przekonujące stwierdzenie. Jednak właśnie tak jest! Najlepiej, żeby warzywo było dodatkiem do każdego posiłku. Do szkoły czy pracy, zamiast batona, można zabrać oskrobane marchewki.

Nawet dzieci da się do warzyw przekonać. Ciężko jednak zachęcić malucha do zjedzenia pomidora jeśli przed chwilą zjadł cukierka. Po pierwsze nie jest głodny, a po drugie zauważyłam, że w przypadku moich dzieci, po słodkich przekąskach bardzo ciężko jest je przekonać do bardziej zdrowych smaków. Dlatego mamy taką zasadę, że słodycze jemy tylko w sobotę, ale nawet wtedy są one po posiłku, jako deser, a nie w ramach podjadania pomiędzy. Zdarzają mi się czasem odstępstwa od tej reguły, ale walczę o to, by były one jak najrzadsze.

Nie wszystkim dzieciom warzywa posmakują od razu, ale jestem pewna, że jeśli tylko nie będą zapchane słodyczami, to znajdzie się warzywo, które zostanie zaakceptowane. Każdemu posmakuje co innego, ale dla każdego coś znajdziemy. W przypadku moich dzieci mam takie warzywa awaryjne, które wiem, że pójdą praktycznie za każdym razem. U nas jest to pomidor, marchewka, brokuł i kiszony ogórek.

3. Jeszcze kiszonki!

Według badań naukowych kiszonki bardzo dobrze wpływają na florę jelitową! Ups, miało nie być badań 😉 Dlatego napiszę tylko, że kiszona kapusta, ogórki i co tam jeszcze lubicie, to wszystko może być na talerzach każdego dnia. Wręcz powinno!

4. Rzecz której nie robię

Nie daję dzieciom, ani sama nie biorę, żadnych suplementów na odporność. Suplement to preparat o wiele mniej dokładnie przebadany niż lek, nie do końca wiemy co się w nim znajduje i w jakim stopniu jest wchłanialne lub czy w ogóle jest wchłanialne. Nie ma dowodów naukowych na działanie ochronne przed infekcjami wyciągu z jeżówki, czarnego bzu, czy nawet witaminy C! Na słowo suplement od razu zapala mi się czerwona lampka w głowie i  chciałabym żebyście mieli podobnie. Czytajcie co jest w składzie! Niestety zwykle znajdziecie w nim cukier po to by preparat był smaczny.
W wielu przypadkach liczą się walory smakowe, ładne opakowanie, przekonująca reklama w telewizji, a nie skuteczność działania.

Co więcej, uważam, że podawanie takich preparatów sprawia, że zdejmujemy z siebie odpowiedzialność i nie przykładamy się do rzeczy, które naprawdę poprawiają naszą odporność. Rodzic często myśli wtedy: “Dziecko nie chce jeść warzyw? No trudno, dam mu syrop z witaminami. Wyjdzie na to samo.”

Nie, nie wyjdzie.

5. Plan “absolutne minimum”

W budowaniu odporności niezbędna jest aktywność fizyczna. Skupmy się na planie absolutne minimum. Takie absolutne minimum aktywności fizycznej dla osoby dorosłej to 150 minut umiarkowanych ćwiczeń tygodniowo. Dzieci natomiast powinny ruszać się więcej, przynajmniej godzinę każdego dnia.

Jak to wygląda u nas? Moje dzieci są w ciągłym biegu prawie przez cały czas, więc o ich aktywność fizyczną zupełnie się nie martwię, ale staram się żeby każdego dnia chłopcy byli na spacerze przynajmniej przez pół godziny. Często jest to powrót pieszo z przedszkola połączony z wizytą na placu zabaw, a w weekend dłuższe wycieczki do lasu, nad zalew czy na wieś do dziadków. Moi chłopcy (w wieku 3 i 5 lat) nie chodzą na żadne dodatkowe zajęcia sportowe, bo mają sporo zorganizowanych zajęć w przedszkolu, ale myślę że niedługo spróbujemy poszukać im sportowego hobby na popołudnia. Sport powinien być pasją i sposobem na odpoczynek, a nie przykrym obowiązkiem. Takie dobre nawyki najłatwiej zaszczepić u dzieci już w pierwszych latach życia. Ja jako dziecko, od 7 roku życia, trenowałam 3 razy w tygodniu sztuki walki i uważam, że to była najlepsza inwestycja w zdrowie jaką mogli wymyślić dla mnie rodzice. Tego samego chciałabym dla swoich dzieci. Chciałabym znaleźć im sport, który nie dość, że będzie sprawiał im przyjemność i poprawi ich rozwój fizyczny, to jeszcze ukształtuje w nich nawyk aktywnego spędzania wolnego czasu.

6. Inwestycja w zdrowie na całe życie

Drugą taką inwestycją w zdrowie, którą warto podjąć jeszcze w dzieciństwie, są szczepionki. Na co szczepię swoje dzieci? Szczepię je zgodnie z kalendarzem szczepień obowiązkowych oraz zalecanych. Jeśli kogoś stać na szczepionki zalecane, czyli te za które trzeba zapłacić z własnej kieszeni, to uważam, że nie powinien się wahać. Jest to jednak temat tak obszerny, że ciężko przybliżyć go w kilku zdaniach. Dlatego TUTAJ możecie pobrać poradnik w którym znajdziecie odpowiedzi na najczęstsze pytania dotyczące szczepionek.

Jak szczepić dzieci wiemy z kalendarza szczepień, który co roku jest aktualizowany, a co z osobami dorosłymi? Dla dorosłych przygotowałam małą ściągawkę o szczepionkach, które są dla nich przeznaczone:

  • Co roku szczepimy się przeciw grypie.
  • Co 3 do 5 lat podajemy dawkę przypominającą szczepionki przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu.
  • Co 10 lat podajemy szczepienie przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi.
  • Przed ciążą (jeśli nie zaszczepiliśmy się wcześniej) warto pomyśleć o szczepieniu przeciw: odrze, śwince i różyczce, ospie wietrznej, grypie, błonicy, tężcowi i krztuścowi, WZW typu B.
  • Najczęściej zalecane szczepionki kobietom w trakcie trwania ciąży, to szczepionki przeciwko: grypie, krztuścowi (szczepienie łączone na błonicę, tężec i krztusiec), WZW typu B (jeśli kobieta nie otrzymała wcześniej wymaganych 3 dawek).
  • W ciąży NIE szczepimy przeciwko: odrze, śwince, różyczce, ospie wietrznej i gruźlicy!
  • Pracownikom medycznym zaleca się szczepienia przeciwko grypie, błonicy, tężcowi i krztuścowi, WZW typu B i meningokokom.
  • Osoby dużo podróżujące powinny zastanowić się nad szczepionkami przeciwko: WZW typu A, meningokokom, polio, wściekliźnie, cholerze, durowi brzusznemu i żółtej gorączce (w zależności od rejonu do którego się wybierają).

Więcej o szczepieniach dla dorosłych możecie przeczytać TUTAJ.

7. Zasada WWW czyli wyspany, wypoczęty i wyluzowany

To punkt, którego jeszcze nie udało mi się całkowicie wprowadzić do mojej codziennej rutyny. Praca w szpitalu, dwójka dzieci, które należą do tych mocno upartych, a do tego blog i sklep to prosta droga do małej ilości czasu na odpoczynek. Uznałam jednak, że zasada WWW powinna się tu znaleźć, bo jest niezbędna do prawidłowego budowania odporności organizmu.

Jako mama staram się zadbać o wieczorną rutynę. Po spacerach i różnych aktywnościach w ciągu dnia moi chłopcy są już tak zmęczeni, że zwykle o 20:00 leżą już w łóżkach. Jednak niektóre dzieci mają problem z zasypianiem, którego częstą przyczyną jest oglądanie bajek przed snem. Niebieskie światło, czyli to emitowane przez telewizory, komputery i telefony, zaburza naturalny rytm dnia i nocy, a dodatkowo dzieci bardzo przeżywają oglądane bajki. Po wieczorynce ciężko niektórym maluchom wyciszyć się i pójść spać. W takich sytuacjach rozważałabym ograniczenie wieczornych atrakcji i czytanie książki, zamiast oglądania TV.

Zmiana nawyków nigdy nie jest prosta, ale korzyści jakie zyskacie są warte starań. Będę trzymać kciuki, żeby się Wam udało!

To był mój autorski przepis na wzmacnianie odporności 🙂 Jakie są Wasze?

lek. Kasia Woźniak

Lekarz i młoda mama dwóch chłopców. Ciągle w biegu i z kubkiem kawy w ręce, szukająca życiowej równowagi pomiędzy tym co ważne i ważniejsze.

Poprzedni wpisSzczepionka przeciwko gruźlicy
Następny wpisJak rozpoznać autyzm?