Czy warto iść na studia lekarskie?

lek. Kasia Woźniak - -

Lifestyle, Medycyna, Motywacja, Studia

Wyobraź sobie jak idziesz szpitalnym korytarzem, w białym fartuchu, ze stetoskopem na szyi. Szybkim skinieniem głowy pozdrawiasz innych lekarzy i pielęgniarki. Przechodząc obok sali chorych widzisz jak twój pacjent, wczoraj leżący i ciężko oddychający, dziś już samodzielnie siada na łóżku. Dobrze wybrałeś leczenie, dało efekty! Nie masz teraz jednak czasu do niego wstąpić, dlatego tylko delikatnie się uśmiechasz i szybkim krokiem wchodzisz na blok operacyjny. Spędzisz tu kilka godzin. Czekają Cię dwie bardzo poważne operacje. Jesteś jednak wypoczęty i wyspany, przygotowałeś się na nie. Pora wziąć do ręki skalpel.

Chciałbyś tak żyć? Pewnie tak, przecież to życie jak na filmach. Jednak w rzeczywistości chirurdzy rzadko noszą na szyi stetoskopy, a już tym bardziej nie gdy idą na blok operacyjny. Leczenie tylko czasami daje szybkie efekty, w większości przypadków na efekty czeka się tygodniami i nie jest powiedziane, że w ogóle się ich doczekasz. Rzadko też jest się wypoczętym.

Wyobraź sobie teraz jak szybkim krokiem, w niezapiętym jeszcze fartuchu, biegniesz do gabinetu na raport. Jesteś chwilę spóźniony i wiesz, że znów dostaniesz za to burę. Nie wyrobiłeś się, bo dziecko rano płakało, że nie chce iść do przedszkola. Szybko sprawdzasz w kieszeniach, czy masz wszystkie potrzebne rzeczy. Stetoskop, pieczątka, długopis (czeka Cię dziś jak zwykle kilka godzin uzupełniania dokumentacji medycznych), telefon i koniecznie 5 złotych na kawę, bez niej nie dasz rady. Przebiegając obok sal pacjentów widzisz, że przyjęty wczoraj leżący pacjent, dalej tylko leży. W sumie Cię to nie dziwi, był w bardzo złym stanie. Szybkim skinieniem głowy pozdrawiasz kolegę lekarza, gdy w tym samym czasie, spóźnieni o równo 3 minuty, dobiegacie do drzwi gabinetu. Całe szczęście raport sie jeszcze nie zaczął. Po 15 minutach pora na obchód. Razem z kolegą, po kolei badacie waszych wspólnych 8 pacjentów, przedłużacie leczenie, czasem dopisujecie do niego coś nowego. Chcielibyście zlecić jednemu pacjentowi USG, ale wiecie, że w szpitalu czeka się na nie kilka dni. Piszecie więc badanie na CITO, mimo, że tak do końca na CITO to ono nie jest, ale tym sposobem jutro pewnie dostaniecie wynik. Po kilku latach pracy w szpitalu nauczyłeś się już omijać niektóre z administracyjnych i logistycznych przeszkód obecnych podczas leczenia pacjentów. Jednak, w większości przypadków nadal walisz głową w mur. W miedzyczasie rozmawiasz z pacjentami, starasz się czasem uśmiechnąć i zażartować, ale po nerwowym poranku w domu nie jest to łatwe. Po raz setny odpowiadasz na te same pytania. Robisz to już trochę jak automat. Zastanawiasz się czy po kilku latach tak samo automatycznie będziesz przypisywał leki. Teraz jeszcze za każdym razem się zastanawiasz. Po obchodzie marzysz o szybkim espresso. Jednak w drodze po kawę spotykasz rodzinę pacjenta, potem odbierasz, już pią†y dziś, telefon (zastanawiasz się czy dawanie swojego numeru w poradni na pewno było dobrym pomysłem), pomagasz koleżance z innego oddziału w interpretacji EKG i tak mija kolejna godzina. Powoli dochodzi południe, a Tobie udało się dotrzeć po kawę. Robisz sobie chwilę przerwy, zjadasz drugie śniadanie, dopijasz kawę. Widzisz na biurku przed sobą stos dokumentów. Pora wziąć do ręki długopis… Na salę operacyjną nie idziesz. Przecież już po drugim roku studiów, przestraszony opowieściami o prokuratorze, pozwach sądowych i bardzo ciężkich dyżurach, zrezygnowałeś z zostania chirurgiem.

Rozważając studia lekarskie mało kto wie jak wygląda potem praca lekarza. Często bazujemy na obrazie lekarza z filmów i seriali, co z polską rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Lepiej zorientowane są te osoby, które mają w rodzinie lekarzy, ale nawet one nie wiedzą wszystkiego.

Studia lekarskie wybieramy często kierując się pięknymi ideałami i chęcią pomocy innym, czasem wizją dużych pieniędzy lub prestiżowego zawodu.

Często nie wybieramy studiów sami. Całkiem dobrze się uczymy, lubimy biologię i chemię, więc wszyscy nam mówią “idź na lekarza”. Namawiają rodzice, dziadkowie, sąsiadka. To wydaje się być nawet dobrym pomysłem. Znacie kilku lekarzy. Wyglądają na zadowolonych, stać ich żeby jeździć na wakacje, czyli to dobry wybór. Jednak, czy dla każdego?

Pieniądze

Jeśli do wyboru studiów lekarskich motywacją jest czynnik finansowy, to od razu napiszę, że nie warto. Po 6 ciężkich latach studiów, które są dużym poświęceniem i trudno jest wtedy jednocześnie pracować, więc finansowo pomaga rodzina, zarabia się około 2 tys. zł. Takie wynagrodzenie, przez pierwsze 13 miesięcy pracy, otrzymuje po studiach każdy młody lekarz i nie może wtedy dorabiać w żadnych przychodniach po godzinach. Jest to wynagrodzenie, które można otrzymać bez żadnego wykształcenia w innej pracy. Po tym roku jeśli zdecydujemy się rozpocząć rezydenturę to przez pierwsze 2 lata będziemy zarabiać 3,5-4 tys. zł miesięcznie, a od 3 roku rezydentury o 300 zł miesięcznie więcej.

Podczas rezydentury można już dorabiać “po godzinach”, jeśli ktoś chce, ale warto mieć na uwadze to, że będziemy wtedy pracować dosłownie od rana do nocy. Większe zarobki są zawsze okupione rezygnacją z czasu dla siebie i dla rodziny.

Poświęcenie

Zdaję sobie sprawę, że pierwsze lata w żadnym zawodzie nie są łatwe. Musicie jednak wiedzieć, że studia i praca lekarza wymuszają niejako rezygnację z wielu swoich przyjemności. Przez pierwsze 6-7 lat święta i weekendy poświęca się na naukę, a przez kolejne kilkanaście lat na dyżury. Trudno jest założyć rodzinę i wiele osób odkłada to w czasie. Gdy zdecydujemy się na założenie rodziny, a jesteśmy lekarzem pracującym w trybie dyżurowym (pracuje się tak podczas robienia każdej specjalizacji, poza medycyną rodzinną), czyli kilka razy w miesiącu wychodzimy z domu na 24 godziny, to życie rodzinne staje się ekstremalnie trudne. Jak wytłumaczyć dziecku, że mamy lub taty nie będzie podczas świąt, czy na szkolnym przedstawieniu? Nie wiem.

Często poświęcamy nie tylko życie rodzinne, ale i swoje zdrowie. Lekarzy bardzo brakuje i często nawet podczas choroby przychodzą do pracy. Kto inny zajmie się ich pacjentami? Lekarki na skutek stresującej pracy i braku snu w nocy, często mają problemy z zajściem i donoszeniem ciąży. Wielu lekarzy, a także innych pracowników ochrony zdrowia, wpada w nałogi czy choroby psychiczne. Brakuje też czasu na zwykłe zdrowe życie, do którego staramy się namawiać własnych pacjentów. Aktywność fizyczna po kilkunastu godzinach pracy? Regularne odżywianie? Unikanie stresu?

Już podczas studiów wiele osób ma problemy zdrowotne. Nadmierne przybieranie na masie, czy chudnięcie i wypadanie włosów, to nie są jednostkowe przypadki. Zdarzają się nawet próby samobójcze, tylko rzadko się o tym mówi.

Powołanie

Powołanie jest potrzebne. Praca lekarza jest wyczerpująca, zarówno fizycznie i psychicznie, jeśli nie będziemy jej lubić to w bardzo krótkim czasie wypalimy się zawodowo. Ogromnym plusem po studiach jest to, że istnieje sporo różnych specjalizacji, a także możliwości pracy bez specjalizacji. Da się wybrać coś odpowiedniego dla siebie, ale trzeba zrobić to bardzo ostrożnie. Trudno jest trafić na swoje “powołanie” i wiele osób potrzebuje na to kilku lat. Czasem rezygnują z tych poszukiwań i zostają w pracy która ich męczy, bo łatwiejsze wydaje się być to, by się do niej przyzwyczaić, niż dalej szukać swojego miejsca. Niestety często cierpią na tym pacjenci i współpracownicy.

Prestiż

Jeśli ktoś wybiera studia lekarskie, bo to prestiżowy zawód, to również będzie rozczarowany. Jest to jeden z zawodów docenianych społecznie, ale na pewno nie tak jak kiedyś. Prawie wszyscy idą teraz na studia i dyplom lekarza, który kiedyś wydawał się być wielkim osiągnięciem, teraz tak postrzegany nie jest. Będziecie z niego dumni przez tydzień.

Jeśli szukacie zawodu w którym będziecie “królami życia”, to nie znajdziecie tego w zawodzie lekarza. Tutaj często trzeba się pobrudzić, wsadzić rurkę w każdy możliwy otwór ciała, pracować przez 24 godziny, a czasem jeszcze, na koniec, pobudzony pacjent uderzy Was pięścią w twarz. Podobno kiedyś pacjenci byli milsi. Podobno pracując na wsi jest się bardziej docenianym przez ludzi. Podobno…

Błędy

Błędy się zdarzają. Czasami małe, czasem większe. Wielu lekarzy w pewnym momencie swojej kariery je popełnia. Nie da się tego całkowicie wyeliminować, bo lekarz jest tylko człowiekiem. Może kiedyś powstaną roboty-lekarze, które nie będą popełniać błędów, ale pewnie jeszcze nie w tym stuleciu.

W szpitalach leżą ulotki, mówiące o tym jak uzyskać odszkodowanie i gdzie zgłosić lekarza, jeśli nie jesteście zadowoleni z tego jak się wami zajął. Dla lekarzy wiąże się to z coraz większym stresem w pracy i wrażeniem, że cały czas ktoś patrzy im na ręce. Sami możecie się domyślić jak się pracuje, gdy ktoś analizuje i ocenia każdy Wasz ruch.

Zależność

Wydaje się, że tytuł lekarza oznacza niezależność i swobodę działania. Jednak przez wiele lat pracy tak nie jest. Nauka trwa bardzo długo i jeśli zależy Wam na pełnej niezależności w pracy, to jest ona możliwa, ale nie w każdej specjalizacji. Często trzeba na nią poczekać wiele lat.

Wdzięczność

W pracy lekarza pełno jest nie tylko trudnych momentów, ale też tych pięknych. Jest się świadkiem śmierci i narodzin. Słysząc pierwszy krzyk noworodka mało kto jest w stanie ukryć wzruszenie. Wiele razy nawet w dramatycznych sytuacjach udaje się pomóc. Po kilku tygodniach Twój leżący pacjent zaczyna sam wstawać. Córka pacjentki przytula Cię dziękując za opiekę nad mamą. Dostajesz od małego chłopca serduszko z krzywo napisanymi słowami “dzielny lekarz”. Starsza pacjentka przynosi Ci własnoręcznie zrobione pierogi i ciasto, bo mizernie według niej wyglądasz. Te piękne dowody wdzięczności są częścią pracy lekarza.

Pasja

Praca lekarza jest trudna i wymaga wielu wyrzeczeń. Jeśli będzie dla kogoś pasją, to będzie zadowolony z takiego wyboru. Jednak jeśli będzie tylko zawodem, to wydaje mi się, że będzie rozczarowany. Wybierając taką drogę warto być świadomym, że jest to zawód któremu często trzeba podporządkować całe swoje życie.

Czy warto? Każdy musi odpowiedzieć na to pytanie sam. Ja mając drugi raz możliwość wyboru, postąpiłabym tak samo.

lek. Kasia Woźniak

Lekarz i młoda mama dwóch chłopców. Ciągle w biegu i z kubkiem kawy w ręce, szukająca życiowej równowagi pomiędzy tym co ważne i ważniejsze.

Poprzedni wpisCzy smoczek szkodzi?